Dziewczyna: Opowieść o początku twojej pracy aktorskiej brzmi jak bajka...
IZA MIKO: Tak, to prawda, ale ja długo pracowałam na to, by dojść do pozycji, którą mam w tej chwili. Przyjechałam na stypendium do najlepszej szkoły baletowej na świecie -School Of American Ballet". gdzie musiałam dużo ćwiczyć. Nawet dwa razy więcej niż Amerykanki, one w końcu były u siebie, a ja musiałam pokazać, że potrafię tańczyć równie dobrze jak one. a nawet lepiej. Potem miałam kontuzję, która przekreśliła moje marzenia o tańcu. Wróciłam do domu, gdzie zagrałam w małej produkcji filmowej i to zwróciło moją uwagę na aktorstwo jako przyszły zawód. Miałam z nim wcześniej styczność, ponieważ moi rodzice są aktorami. Postanowiłam wiec wykorzystać chwilę i zdecydowałam się na ponowny wyjazd do Stanów. Uczęszczałam na lekcje do Lee Strasberg Theatre Institute, uczyłam się angielskiego i chodziłam na castingi Było ciężko. Żeby dostać rolę musiałam pokazać, że jestem lepsza od amerykańskich aktorek. Może skrót historii brzmi jak bajka, ale bajkowo wcale nie było.
Dziewczyna: Lecz wiele dziewczyn marzy o tym! Co byś im poradziła?
IZA MIKO: Trzeba wykorzystywać każdą szansę, która się nadarza. Kto mocno wierzy w marzenia, staje się na tyle silny, by podjąć ryzyko ich realizacji. Jeśli się uda, ogarnia cię szczęście, gdy nie, to może znak, że powinnaś zająć się czymś innym lub mocniej pracować i czekać na uśmiech losu.
Dziewczyna: A które momenty w twoim życiu były takimi uśmiechami losu?
IZA MIKO: Gdy teraz nad tym myślę, to sądzę, że były dwie takie chwile. Wtedy, gdy pojechałam na stypendium. Miałam 14 lat i musiałam podjąć trudną decyzję - zostawić rodzinę, szkołę i pojechać do obcego kraju. Było trudno, ale postawiłam wszystko na jedną kartę. Drugi moment to ten, kiedy zdecydowałam się na kolejny wyjazd do Stanów. Dokonałam dobrego wyboru, a nikt nie obiecał, że będzie łatwo.
Dziewczyna: Jakie zauważasz różnice między polskimi a amerykańskimi filmami?
IZA MIKO: Granie w polskich filmach traktowałam jako hobby. To było dawno i od tamtej pory na pewno wiele się zmieniło. W Stanach inaczej traktuje się aktorów. Są najważniejsi i wokół nich kreci się cała produkcja- Niektórzy wykorzystują to i są nieznośni na planie. Dołączają do kontraktu wymyślne klauzule udowadniając tym, że są gwiazdami. Jeśli aktor jest mądry, potrafi skorzystać z tego, że wokół kręcą się tłumy asystentów i koncentrować się na pracy
Dziewczyna: Życzenia są aż tak wymyślne?
IZA MIKO: Mogę podać przykład z branży muzycznej, który ostatnio usłyszałam. Otóż pewna grupa zażyczyła sobie, że w swoim pokoju chcą mieć wielkie pudło m&m'sów. Kolory bez zielonych i czerwonych. Ludzie z produkcji siedzieli całe godziny, żeby z paczek wybrać nieodpowiednie cukierki...
Dziewczyna: Świat filmu amerykańskiego to dla wielu przyjęcia, blichtr i flesze. Jak udaje ci się zachować naturalność?
IZA MIKO: Traktuję przyjęcia jak pracę. Wiem, że muszę być odpowiednio ubrana i stosowne do chwili musi być również moje zachowanie. Jeśli chcę być zadowolona z tego. co później ukaże się w gazetach, muszę o tym pamiętać przez całe przyjęcie, a nie tylko na samym początku. Oczywiście są aktorzy, którzy poświęcają małą chwilę paparazzim i idą się bawić w nadziei, że nie zostaną sfotografowani w niezbyt ciekawej sytuacji. Ale potem dziwią się, że magazyny wypisują o nich takie bzdury. Ja nie piję ani nie palę. a jak chcę się wybawić, idę z przyjaciółmi do klubu i szaleję, ile sił. Robię to rzadko, bo mam tyle zajęć, że na wypady z paczką brakuje mi energii. Dziewczyna: Często mówi się o tzw. „kreowaniu wizerunku". Jak jest z tobą? IZA MIKO: Wizerunek pokrywa się z moją osobowością. Aktorstwo to już coś innego - moja praca polega na tym, żeby się zmieniać. Jeżeli ktoś kreuje siebie od początku do końca, to nie wierzę, by w pewnym momencie to nie wyszło. Można udawać przed kamerą, ale nie w życiu.
Dziewczyna: Jednak wiele gwiazd zwraca uwagę na to, gdzie i w czym idzie, i czy to pasuje do jej ogólnego wizerunku.
IZA MIKO: O tak. Niektórzy są w tym nie do przebicia, mają specjalnych doradców, bez których przyzwolenia nic sobie nie kupią.
Dziewczyna: Ty też masz kogoś takiego?
IZA MIKO: Nie, ja polegam na swoim guście. Podążam za modą i obserwuję ją. Kocham przebierać w ciuchach - to mi sprawia wielką przyjemność. Choć na przykład obecny szat związany z kiczem lat '80 raczej mi nie odpowiada, to staram się wybierać z mody coś, co pasuje do mnie. Mam szczęście, że wielu projektantów zwraca się do mnie ze swoimi propozycjami kreacji na specjalne okazje. Wybieram je. noszę i zwracam. Jednak, gdy mam coś kupić, to staram się wybierać ubrania, które będę mogła ponosić przynajmniej dwa sezony. Tak samo z dodatkami. Wolę oszczędzić i kupić coś drogiego i porządnego niż poddać się modzie i mieć zawaloną szafę nieużytecznymi rzeczami.
Dziewczyna: Podobno dużo dzwonisz.
IZA MIKO: Tak, to prawda. Bardzo, bardzo tęsknię za domem, więc dzwonię do mamy czasami i trzy razy dziennie. Rozmawiamy praktycznie o wszystkim: o moich sprawach i problemach, o tym, co słychać w domu. Najbardziej brakuje mi tej atmosfery, bo tworzymy fajną rodzinę. Rodzice, brat i siostra bardzo mnie wspierają, to ważne. Poza tym brakuje mi Starówki, parków warszawskich, po których spacerowałabym z naszą ukochaną małą sunieczką Sisi.
Dziewczyna: Pytanie na deser czego odtwórczyni jednej z głównych ról w filmie „Wygrane marzenia" chciałaby życzyć naszym Czytelniczkom?
IZA MIKO: Oczywiście by wygrały swoje marzenia i odważyły się wierzyć w siebie. Ponadto by miały wokół siebie zawsze najlepszych przyjaciół i jak najwięcej ludzi, którzy uwierzą w nie i będą im dodawali sił. Co jeszcze...? By były dobre dla innych ludzi, a wtedy to do nich wróci, bo dobro i wiara w siebie nigdy nie trafiają w próżnię - zawsze wspaniale procentują. Czasem może trzeba poczekać, nic nie dzieje się w jednej chwili, ale wierzę, że warto być cierpliwym. Szczęście na pewno nadejdzie!
Nazwisko i imię: Izabella Mikołajczak
Data urodzenia: 21 stycznia 1981 r.
Znak Zodiaku: Wodnik
Miejsce urodzenia: Łódź
Kolor OCZU: niebieskie
Domowa ksywka: Sułek
Motto życiowe: Dla chcącego nie ma nic trudnego!